Euro się rozpoczęło hahahahah xD Oczywiście było wielkie rodzinne oglądanie otwarcia jak i meczu Polska-Grecja. Wynik nie przypadł nam specjalnie do gustu, no ale punkt już mamy ;D No i też pochwalę się, że podczas otwarcia występowała moja ciotka, która jest jednak ode mnie o dwa lata młodsza (Pozdrawiam xD) A tak poza tym jestem bardzo ciekawa Kuba jak tam z Twoim zakładem, w końcu był remis xD
Dla zobaczenia, co czeka naszych 12 czerwca oglądałam zmagania Rosji i Czech. Wiadomo za kim byli Nicki i Wiki xD Tym razem kochanie wiedz, że mówię o Tobie xD A propos Rosyjskiego sama zaczęłam się go uczyć (pod czyimś wpływem i sądzę, że ten Pan wie, że to o nim mówię ;D). Teraz już te Wasze literki mi nie straszne, i zamiast Google Translate będę używała własnej głowy ;D
Tak na zakończenie... Mój drugi, również jakże ważny rozdział dedykuję osobie, która mieszka całkiem niedaleko mnie, bo tylko po drugiej stronie miasta. Dorian (wybacz kochanie, ale bardziej pasuje mi do Ciebie to imię, niż Twoje realne xD) tak jak obiecałam to dla Ciebie ;*
******
Wampirzyca jeszcze nigdy nie rozprawiała na temat uśmiechu, z którymkolwiek z trzech władców Volterry. Był to dla niej temat nie odpowiedni do pogaduszek z tego typu osobami, dlatego tym bardziej zdziwiła się, kiedy rozmawiała o tym z Ero, mężczyzną, który pod swoim panowaniem miał Londyn, jak i całą Anglię. Wielki władca, despota, który od samego początku jej pobytu tutaj ani na chwilę, nie uniósł kącików swych warg, chociaż w lekkim grymasie, który miał przypominać uśmiech, właśnie o nim mówił. Mężczyzna z zachowania przypominał jej bardzo Caiusa. Wampira, którego reszta ich społeczności zawsze uznawała, za najokrutniejszego z całej trójki braci.
- Na każdym dworze znajdzie się osoba, która potrafi rozświetlić szare mury domu. U nas w Volterze jest podobnie. Mimo mroku jaki tam panuje, za sposobnością, niektórych mieszkańców mury zamku są stosunkowo radosne.
Odpowiedziała na jego słowa z tą nutką melodyjności w głosie. Dźwięk wydawany z ust nieśmiertelnego od zawsze różnił się swoją barwą, od zwykłego, nawet pięknego głosu ludzkiego. Alice stała cały czas w tym samym miejscu, od kiedy mężczyzna przekroczył tylko próg swego gabinetu. Wyglądała pięknie, jak zwykle z resztą. Jej urodę można porównać, do greckich posągów, przedstawiających Afrodytę, boginię miłości i piękna. Elementem całkowicie nie pasujących do jej wręcz idealnej twarzy, przypominającym swym odcieniem płatki śniegu, były jej oczy. Ich magnetyzm przyciągał, jednak barwa... ona odstraszała wywołując instynkt samozachowawczy. Ten szkarłat wręcz przerażał, jednak w tym spojrzeniu było coś, co nie pozwalało na odwrócenie wzroku. Tylko jej twarz nieco złagodniała, nie pozostawała już tak wyniosła i dumna, a alabastrową twarzyczkę przyozdobił lekki uśmiech. Ręką poprawiła zbłąkany kosmyk włosów.
Mężczyzna zaśmiał się sadystycznie w duszy, słysząc myśli kobiety, dotyczące jego podobieństwa do Caiusa. Zgadzał się jednakże z nimi, gdyż wiele osób tak myślało, a nawet i dzieliło swoimi spostrzeżeniami, już po samym sposobie jakim się przedstawiał. Uniósł zadziornie brew do góry, nie spuszczając swych mrocznych, krwistych tęczówek z delikatnej twarzy wampirzycy.
- Owszem, jesteśmy z Caiusem do siebie bardzo podobni. - Stwierdził oschłym tonem głosu.
Podszedł ludzkim, spokojnym tempem do barku, ujmując w dłoń butelkę wypełnioną najlepszą whisky. Zerknął kątem oka na Alice, a jego kamienne wargi drgnęły lekko ku górze, lecz zaraz wróciły na swoje miejsce.
- Rozgość się moja droga. - Wyszeptał ochrypłym tonem głosu. - Napijesz się czegoś? - Zapytał, gdyż mimo, że nie potrafił okazywać żadnych uczuć i trosk, to gospodarzem był doprawdy dobrym.
Kobieta widziała przed chwilą w swej wizji, jak wampir prosi ją by się rozgościła w jego gabinecie, dlatego gdy usłyszała te słowa na głos, nie zdziwiła się już tak bardzo, przynajmniej wiedziała czego ma się za chwilę spodziewać, dlatego na jej twarzy nie pojawiła się żadna zmiana jej wyrazu. Sama również domyśliła się jaki dar posiada owy mężczyzna.
- Wielcy władcy zazwyczaj są dość markotni i świata nie widzą poza swoją pracą.
Usiadła spokojnie na skórzanej sofie, która stała w gabinecie. Swym wzrokiem podążyła za Ero i dostrzegła minimalny ruch jego warg.
- Owszem, na lampkę dobrego, czerwonego wina skuszę się. - Odpowiedziała już nieco pogodniej, schodząc z oficjalnej mowy, jaką zwykła przemawiać w czasie jej obowiązków. Jednak nadal zachowywała klasę i powagę. Mimo że była dość młodą wampirzycą, ponieważ liczyła sobie niespełna 200 lat zachowywała się z klasą ale i wdziękiem zarazem, której pozazdrościłaby jej nie jedna, starsza nieśmiertelna.
Na komentarz kobiety zaśmiał się, a może raczej zakpił z jej słów w duchu, unosząc przy tym nieznacznie brew ku górze. Ero bardzo dobrze wiedział, że panienka Alice ma rację, że taka była po prostu prawda i nie dało się jej zmienić lecz puścił tę uwagę mimo uszu.
- Może i ma Panienka rację. - Stwierdził lekko ochrypłym tonem głosu. Wziął do ręki szklaną lampkę i nalał do niej 3/4 najlepszego wina jakie miał, oczywiście z własnej winnicy, którą posiadał poza Londynem i Anglią. Pojawił się za wampirzycą podając jej trunek przez ramię, niczym zawodowy kelner.
- Proszę.- Wyszeptał tuż przy jej uchu, nadzwyczaj spokojnym tonem głosu.
Kąciki ust wampira drgnęły lekko, lecz zaraz mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i nikły uśmiech zmienił się w maskę bez uczuć. Ero cały czas bacznie obserwował Alice. Jej każdy ruch, gest... Bardzo podobała mu się postawa kobiety, była wampirzycą pełną klasy i gracji, lecz on nie potrafił prawic komplementów, więc miał tylko cichą nadzieję, że kobieta wyczyta to jakoś z jego myśli. Ona odchyliła lekko głowę do tyłu, by móc spojrzeć na gospodarza, kiedy ten podawał jej kieliszek z winem
- Dziękuję. - Odezwała się cicho, lecz wiedziała, że wampir usłyszy jej słowa. Skinęła lekko głową na znak podziękowania.
Ktoś zapukał cichutko w wielkie dębowe drzwi, otwierając je na oścież i nie czekając na pozwolenie wszedł do środka, zatrzymując się w samym środku pokoju. Była to młoda dziewczyna, również wampirzyca. Zaraz za nią do pomieszczenia weszła jej zaufana służka trzymająca w dłoniach kilka kopert. Madelaine, bo tak miała na imię dziewczyna, przeniosła swe wesołe, pełne entuzjazmu oczy na ojca, a następnie na jego znajomą siedzącą na sobie. Była ona całkiem inna niż mężczyzna, gdyż nie była pozbawiona duszy i uczuć. Alice już po kilku chwilach zauważyła iż jest całkowicie inna od ojca, domyśliła się kim jest, w końcu Ero mówił, że jego córka rozświetla mury dworu, a uroczy uśmiech z twarzy dziewczyny, która przed chwilą weszła nie schodził. Alice z gracją wstała z fotela, stając obok mężczyzny i odstawiając kieliszek z winem na drewniany stolik, przenosząc swe nieco melancholijne spojrzenie na wampirzycę.
- Przepraszam, że przeszkadzam w rozmowie. - Wyszeptała Madel melodyjnym, a zarazem aksamitnym tonem głosu, przytakując przy tym lekko głową. - Ale to pilna sprawa. - Na te słowa Bonie, służka Madelaine podała ojcu kopertę.
Ero wiedział, że zapewne dziewczyna musiała poczuć się nieco niezręcznie zastając w gabinecie Alice.
- Zanim przejdziemy do spraw politycznych... - Zaczął lekko oschłym tonem głosu. - Madelaine to jest moja znajoma Alice Volturi. Alice poznaj mą córkę Madelaine.- Dodał przedstawiając sobie obie wampirzyce.
Dziewczyna słysząc słowa ojca uniosła nieznacznie brew ku górze, co w przypadku jej drobje osóbki wyglądało niezmiernie niewinnie. Można było nawet rzec, że wyglądała ona niczym mała dziewczynka, patrząca na świat z nadzieją w oczach. Córka władcy przeniosła swe morsko-topezowe oczy na Alice posyłając jej przy tym uroczy, pełen ciepła uśmiech.
- Niezmiernie miło jest mi Cię poznać Alice. Nasz dom dla Ciebie i Twej rodziny stoi zawsze otworem. - Zerknęła zaraz na ojca, uprzedzając go. - Głównie deklaracje i list od rodziny z północy.
- Mnie również jest miło. - Odezwała się starsza wampirzyca. - Oraz dziękuję w imieniu swej rodziny. Jestem pewna, że mogę powiedzieć to samo o naszym zamku. Od lat obie nasze rodziny są w przyjaźni.
Mężczyzna wodził swym mrocznym, pełnym bólu spojrzeniem po uśmiechniętych twarzach obu pań, unosząc przy tym brew ku górze. Był pod wielkim wrażeniem, zachowania córki, która swą klasą i elegancją przypominała mu zmarłą żonę. Westchnął bezgłośnie przenosząc swój wzrok na Alice.
- Obiecuję Ci Anielico, że gdy tylko znajdę chwilę zajmę się pracą. - Zwrócił się do córki. - Możesz odejsc, porozmawiamy później. - Mówiąc te słowa odłożył owe koperty na blat biurka.
Dziewczyna słysząc słowa ojca uśmiechnęła się łagodnie, zaczesując przy tym zbłąkany kosmyk włosów za ucho, a jej pełne entuzjazmu spojrzenie zalśniło.
- Dobrze, zatem kiedy skończysz pozwól do mej komnaty.
Ukłoniła się ojcu z gracją, przenosząc wesołe spojrzenie na Alice, którą już darzyła wielkim zaufaniem nie wiedząc nawet dlaczego.
- Cieszę się, że mogłam Cię poznać. Mam również nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję porozmawiać.
- Ja również mam taką nadzieję.
Wyszła krokiem pełnym dumy i gracji, kierując się w stronę swej komnaty, a tuż za nią podążała jej zaufana służka. Znów ich dwójka została tylko w swojej obecności.
Kąciki ust wampira drgnęły lekko, lecz zaraz mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i nikły uśmiech zmienił się w maskę bez uczuć. Ero cały czas bacznie obserwował Alice. Jej każdy ruch, gest... Bardzo podobała mu się postawa kobiety, była wampirzycą pełną klasy i gracji, lecz on nie potrafił prawic komplementów, więc miał tylko cichą nadzieję, że kobieta wyczyta to jakoś z jego myśli. Ona odchyliła lekko głowę do tyłu, by móc spojrzeć na gospodarza, kiedy ten podawał jej kieliszek z winem
- Dziękuję. - Odezwała się cicho, lecz wiedziała, że wampir usłyszy jej słowa. Skinęła lekko głową na znak podziękowania.
***
Ktoś zapukał cichutko w wielkie dębowe drzwi, otwierając je na oścież i nie czekając na pozwolenie wszedł do środka, zatrzymując się w samym środku pokoju. Była to młoda dziewczyna, również wampirzyca. Zaraz za nią do pomieszczenia weszła jej zaufana służka trzymająca w dłoniach kilka kopert. Madelaine, bo tak miała na imię dziewczyna, przeniosła swe wesołe, pełne entuzjazmu oczy na ojca, a następnie na jego znajomą siedzącą na sobie. Była ona całkiem inna niż mężczyzna, gdyż nie była pozbawiona duszy i uczuć. Alice już po kilku chwilach zauważyła iż jest całkowicie inna od ojca, domyśliła się kim jest, w końcu Ero mówił, że jego córka rozświetla mury dworu, a uroczy uśmiech z twarzy dziewczyny, która przed chwilą weszła nie schodził. Alice z gracją wstała z fotela, stając obok mężczyzny i odstawiając kieliszek z winem na drewniany stolik, przenosząc swe nieco melancholijne spojrzenie na wampirzycę.
- Przepraszam, że przeszkadzam w rozmowie. - Wyszeptała Madel melodyjnym, a zarazem aksamitnym tonem głosu, przytakując przy tym lekko głową. - Ale to pilna sprawa. - Na te słowa Bonie, służka Madelaine podała ojcu kopertę.
Ero wiedział, że zapewne dziewczyna musiała poczuć się nieco niezręcznie zastając w gabinecie Alice.
- Zanim przejdziemy do spraw politycznych... - Zaczął lekko oschłym tonem głosu. - Madelaine to jest moja znajoma Alice Volturi. Alice poznaj mą córkę Madelaine.- Dodał przedstawiając sobie obie wampirzyce.
Dziewczyna słysząc słowa ojca uniosła nieznacznie brew ku górze, co w przypadku jej drobje osóbki wyglądało niezmiernie niewinnie. Można było nawet rzec, że wyglądała ona niczym mała dziewczynka, patrząca na świat z nadzieją w oczach. Córka władcy przeniosła swe morsko-topezowe oczy na Alice posyłając jej przy tym uroczy, pełen ciepła uśmiech.
- Niezmiernie miło jest mi Cię poznać Alice. Nasz dom dla Ciebie i Twej rodziny stoi zawsze otworem. - Zerknęła zaraz na ojca, uprzedzając go. - Głównie deklaracje i list od rodziny z północy.
- Mnie również jest miło. - Odezwała się starsza wampirzyca. - Oraz dziękuję w imieniu swej rodziny. Jestem pewna, że mogę powiedzieć to samo o naszym zamku. Od lat obie nasze rodziny są w przyjaźni.
Mężczyzna wodził swym mrocznym, pełnym bólu spojrzeniem po uśmiechniętych twarzach obu pań, unosząc przy tym brew ku górze. Był pod wielkim wrażeniem, zachowania córki, która swą klasą i elegancją przypominała mu zmarłą żonę. Westchnął bezgłośnie przenosząc swój wzrok na Alice.
- Obiecuję Ci Anielico, że gdy tylko znajdę chwilę zajmę się pracą. - Zwrócił się do córki. - Możesz odejsc, porozmawiamy później. - Mówiąc te słowa odłożył owe koperty na blat biurka.
Dziewczyna słysząc słowa ojca uśmiechnęła się łagodnie, zaczesując przy tym zbłąkany kosmyk włosów za ucho, a jej pełne entuzjazmu spojrzenie zalśniło.
- Dobrze, zatem kiedy skończysz pozwól do mej komnaty.
Ukłoniła się ojcu z gracją, przenosząc wesołe spojrzenie na Alice, którą już darzyła wielkim zaufaniem nie wiedząc nawet dlaczego.
- Cieszę się, że mogłam Cię poznać. Mam również nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję porozmawiać.
- Ja również mam taką nadzieję.
Wyszła krokiem pełnym dumy i gracji, kierując się w stronę swej komnaty, a tuż za nią podążała jej zaufana służka. Znów ich dwójka została tylko w swojej obecności.
Za mało ;( a już się rozkręciłam z czytaniem
OdpowiedzUsuńSiły wyższe kazały mi kończyć xD Ale rozkręci się... obiecuję ^^
OdpowiedzUsuńoryginalny temat, nie ma co.
OdpowiedzUsuńJeszcze byś się zdziwił/zdziwiła. To nie będzie historia jak każda inna -,-
UsuńMyślę że będę śledził ^^ najlepszy sposób na poznanie kto, z kim i za ile
OdpowiedzUsuńNo pięknie kochanie pięknie.. ta Afrodyta hahah .
OdpowiedzUsuńale czekam na kolejny xdd
No , no , no Kochana, idzie Ci co raz lepiej : )
OdpowiedzUsuńI właśnie w tym momencie, wiedziałam, że zostaniesz maja mamuśką <3
Hahahahahaha... nie tylko oglądałem w piątek, ale i będę oglądał jutro ^^ Wygraną wyczuwam... Моя Россия!!! x^D
OdpowiedzUsuńNo dobra, a kiedy będzie Viki z buta wjeżdżał?! x^D
A co jeśli Polacy zremisowali z Grecją, tylko po to, aby zmylić Rosjan? xD
Usuńsuuuuper :D strasznie mi sie podoba huehue
OdpowiedzUsuńpisz pisz dalej Ewelina, juz sie nie moge doczekac co bedzie w 3 rozdziale :D