czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 3: Niewiarygodne uczucie

Ten rozdział w dniu  urodzin, dedykuję osobie bez której moje życie, nie byłoby takie jakie jest. Dziękuję Ci Kochana za wszystko <3 Dziękuję również za Stręgielek, w którym miał miejsce pierwszy krok naszej przyjaźni. I choć czasem jestem baaardzo męcząca (czyt. śpiewanie ''Parabole tańczą'' i inne xD) to wiem, że Ty i tak mnie kochasz : ) Ada <3

******


No i znów zostali sami... Alice jeszcze przez chwilę wpatrywała się w drewniane drzwi, które zamknęły się za wiecznie uśmiechniętą i pełną entuzjazmu osobą Madelaine. Wampirzyca wsłuchiwała się w rytmiczne stukanie obcasów młodszej nieśmiertelnej, która z każdym krokiem oddalała się od gabinetu swego ojca, rozmawiając ze swą wierną służką Bonie, na temat kobiety, którą spotkała podczas wizyty u Ero. Alice uśmiechnęła się w myślach, słysząc rozmowę kobiet, jednak po chwili przeniosła swe spojrzenie na mężczyznę, przyglądając mu się uważnie.
- I ja nie chciałabym przeszkadzać, wszak wykonałam już swoje zadanie...
Mężczyzna przerwał jej, kręcąc przecząco głową i  nie spuszczając swego mrocznego spojrzenia z młodej twarzy wampirzycy. Właściwie mężczyzna od dłuższego już czasu przyglądał się Alice, można by rzec, że był zaintrygowany jej osobą, gdyż jak dotąd nie spotkał jeszcze drugiej, tak samo młodej, a zarazem pięknej i obytej w towarzystwie wampirzycy. Miała ona w sobie coś, co nie pozwalało odwrócić wzroku.
- Nie przeszkadzasz Moja Droga. - Stwierdził nadzwyczaj spokojnym głosem, unosząc przy tym nieznacznie brew do góry. - Praca nie zając, nie ucieknie. A córka zrozumie i także poczeka.
Mówiąc te słowa dopił whisky do końca i odłożył  pustą szklaneczkę na barek.
- Skoro Signore tak mówi.
Skinęła lekko głową patrząc na gospodarza i uniosła minimalnie kąciki swych pełnych, malinowych warg do góry.
- Nie chciałabym jednak przeszkadzać, nie wypada nadużywać czyjejś gościnności.
Po tych słowach, wzięła z blatu stolika swój kieliszek z winem, który postawiła tam kilka minut temu. Mężczyzna słysząc słowa wampirzycy zaśmiał się cicho pod nosem, a może raczej zakpił z jej słów, unosząc przy tym nieznacznie brew do góry.
- Moja Droga... - Zaczął ze spokojem w głosie. - Jak już mówiła moja córka, nasz dwór stoi dla Ciebie i dla Twojej rodziny otworem.
- Są państwo doprawdy, aż nadto gościnni, jednakże cieszy mnie to. Wypełniam wiele zadań zleconych mi przez Trójcę i spotykam na swej drodze wielu nieśmiertelnych. Nawet jeśli prowadzimy z nimi udaną politykę, stronią od nas jak tylko mogą, jakby bali się każdego spotkania z przedstawicielem naszego klanu.
Powiedziała z lekkim rozbawieniem, ale również i kpiną w głosie. Rzeczą niepojętą było dla niej zachowanie niektórych, nawet tych wysoko postawionych bezdusznych. Upiła łyk trunku, a pojedynczą kroplę, jaka została na jej dolnej wardze zlizała koniuszkiem języka.
- Chyba z własnej winnicy prawda?
Mężczyzna w tym czasie podszedł do parapetu i oparł się o niego krzyżując ręce na klatce piersiowej. Musiał przyznać, że był bardzo mile zaskoczony, kiedy to wampirzyca doceniła jego wino własnego wyrobu.
- Owszem. - Stwierdził krótko. - Widzę, że Panienka ma nosa do takich spraw. - Dodał z lekkim rozbawieniem, nie spuszczając z niej swego wzroku.
Kiedy wampir potwierdził jej przypuszczenia na jej alabastrowej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek triumfu, gdyż jej doświadczenie nie zawiodło jej. Przyjrzała się bardzo uważnie ciemnemu płynowi w swoim kieliszku.
- Lata obcowania w słonecznej Italii...
Powiedziała cicho, a po chwili przeniosła swe szkarłatne spojrzenie z wina, na stojącego nieopodal okna wampira.
- Poza tym wino jest zaraz po krwi moim ulubionym trunkiem.
Kąciki jej warg drgnęły nieco. Wampirzyca usiadła z powrotem na sofie, a mężczyzna zajął miejsce obok niej. Jego mroczne spojrzenie błądziło po delikatnej, twarzy Alice.
- Ach tak, zapomniałem skąd Panienka przyjechała w te strony. - Dodał z lekkim rozbawieniem, lecz może i zakpił z własnego gapiostwa.  - I jak Ci się podoba w deszczowym Londynie? - Zapytał zaciekawiony, opierając się wygodnie o zagłówek sofy.
- Londyn sam w sobie jest piękny, mimo że tak bardzo różni się od Volterry. Inna osoba zapewne czułaby się tutaj co najmniej dziwnie, jednakże ja przez kilkanaście lat mieszkałam w podobnym miejscu. Deszczowym i pochmurnym Forks w stanie Waszyngton w Stanach. Więc do takiej pogody również i przywykłam, przynajmniej nam, wampirom przy takiej aurze żyje się wygodniej, bez obawy promieni słonecznych. - Ponownie upiła wina.
Mężczyzna uważnie słuchał słów wampirzycy, analizując je dokładnie w głowie, nie chcąc przypadkiem pominąć żadnego, nawet najmniejszego szczegółu. Uniósł nieznacznie brew ku górze, uśmiechając się cwaniacko, wyginając przy tym jeden z kącików ust trochę mocniej. Ero podzielał jej zdanie. Sam przez pewien czas gościł u swych znajomych w słonecznej Californii,  jednak mając małe problemy ze słońcem wrócił do swojego Londynu. Wyjechał ze względu na swą córkę, Madelaine, która z każdym rokiem coraz bardziej przypominała mu jego zmarłą żonę Veronę.
Alice była dość spostrzegawczą osobą, nauczyło ją tego życie wśród Volturi, dlatego też z uwagą przyglądała się swemu rozmówcy. Zauważyła, że czasem udaje jej się wywołać na pochmurniej i jak zwykle dumnej twarzy wampira chwilowy uśmiech, choć może raczej powinno się powiedzieć, że udaje jej się  wywołać chwilowe poruszenie się jego warg, bo do uśmiechu było jeszcze daleko.
- Trochę już żyje na tym świecie i pewnych spraw doświadczyłam na własnej skórze.
Kiedy tyko mężczyzna usłyszał te słowa, wypowiedziane przez Alice zainteresował się bardziej. Wyglądała mu na bardzo młodą wampirzycę, lecz wolał się upewnić.
- Wiem Moja Droga, że teraz postąpię niekulturalnie, jak chłop pozbawiony jakichkolwiek manier, lecz czasami ciekawość bierze nade mną górę. Powiedz mi proszę, ile Ty masz lat i w jakim wieku przeszłaś przemianę?
- No tak... w końcu powiedziane jest, że kobiet o wiek się nie pyta. - Powiedziała z lekkim rozbawieniem, chichocząc cicho pod nosem. Usiadła nieco wygodniej na kanapie, przechylając lekko głowę na bok, tak że jej długie włosy opadły bezwładnie na jedną stronę.
- Mając 23 lata zostałam przemieniona w wampira, który przybył do mojego rodzinnego miasteczka. Szczegółów nie pamiętam, gdy ocknęłam się jedyne co czułam, to palący ból gardła i żądza krwi. - Westchnęła cicho na samo wspomnienie tamtej katorgi jaką była przemiana. - Fizycznie nie zmieniam się już wcale, jednakże tak naprawdę pomału dobijam do dwusetki.
Ero przymknął na chwilę powieki wsłuchując się w melodyjny, a zarazem aksamitny śmiech Alice, który tworzył niemalże najpiękniejszą melodię na świecie.
- Musiał być bardzo nieodpowiedzialny. Nie ma nic gorszego, niż pozostawienie nowonarodzonych na pastwę losu. Mam nadzieję, że się Tobą zaopiekował.
- Bardzo nieodpowiedzialny, do dziś nie wiem co się stało z mym stwórcą, nigdy potem nie widziałam go na oczy, nawet nie pamiętam jak wyglądał. Ale skoro postąpił tak bezmyślnie zostawiając mnie samą w nowym wcieleniu tak blisko ludzi to nie sądzę, by było to po raz pierwszy. A może moja przemiana była tylko pomyłką przy kolacji...? - Zapytała samą siebie, analizując swoje słowa. - Pewnie Volturi już dawno się nim zajęli. - Westchnęła bezgłośnie i wypiła ostatni łyk wina. - Zaopiekował się mną inny wampir, już trochę bardziej doświadczony, jednakże namawiał mnie do przejścia na tak zwany ''wegetarianizm''. Teraz już wiem, że spożywanie krwi zwierząt nie wypada, jednakże wtedy wierzyłam we wszystko co mówił mój opiekun i starałam się wypełniać jak najlepiej jego wolę. - Znów zachichotała cicho. Po latach widziała w swym zachowaniu sprzeciwianie się własnej naturze. Teraz pogodziła się z tym, kim jest i nie miała zamiaru nic zmieniać.
Ero zaśmiał się pod nosem przypominając sobie, jak i jego córka zaraz po przemianie starała się być wegetarianką. Wytrzymała w swym postanowieniu tylko trzy lata, a potem się poddała. Długo jeszcze rozmawiali, zgadzając się w wielu kwestiach, co wywoływało uśmiech, szczerzy uśmiech na twarzy mężczyzny. Był to widok bardzo rzadki, który od kilku lat praktycznie się nie pojawiał, a teraz ta oto wampirzyca, sprawiła, że mężczyzna znów z czystym sercem mógł sie uśmiechnąć. Ero był zdecydowanie mniej szorstki, niż na początku ich rozmowy, dlatego Alice zachodziła w głowę, czy to przypadkiem nie jest jej sprawką, lecz wszystko na to
wskazywało. Zaprosił ją by zjadła wraz z nim i jego córką kolację, na co ona oczywiście się zgodziła. Kiedy wszystko było już gotowe przyszła do nich Bonie powiadamiając ich o tym. Ero zaproponował Alice swe ramię i oboje udali się do jadalni, gdzie czekała już na nich Madelaine.

***

Oboje przeszli dość długim korytarzem, na którego ścianach było pełno obrazów przedstawiających ród Vivaldi. Alice przyglądała się z uwagą kolejnym portretom, jednak w końcu utkwiła swe spojrzenie w Ero, uśmiechając się do niego delikatnie. On ujął dłoń wampirzycy i musnął wierzch jej dłoni, otulając ją delikatnie ramieniem, a gdy doszli do celu, dwójka służących otworzyła im potężne drzwi, kłaniając się przy tym nisko.
Madelaine uwielbiała pomagać kucharzom przy pracy. I tym razem cała kolacja została przygotowana pod jej nadzorem.  Wyszła z kuchni podchodząc do ojca i jego znajomej. Skłoniła się lekko, gdyż wymagały tego maniery. - Kolację podano. - Uśmiechnęła się.
- Naprawdę wspaniale to przygotowałaś. - Powiedziała do niej, spoglądając kątem oka na bogato zastawiony stół.
- Dziękuję. - Wyszeptała swoim aksamitnym tonem głosu. - I mam nadzieję, że będzie tak samo wspaniale smakować, jak i wyglądać.  Podeszła krokiem pełnym gracji do stołu i usiadła na odsuniętym krześle przez swego sługę, dziękując mu za to skinięciem głowy. Mężczyzna podprowadził Alice do krzesła, odsuwając je na tyle, aby mogła usiąść, a gdy to zrobiła sam zajął swoje miejsce.  - Zdajemy się na Twój smak moja Anielico. - Mówiąc te słowa zerknął porozumiewawczo na Alice, posyłając jej przy tym lekki uśmiech. 
Do jadalni wszedł jeden ze służących niosąc ze sobą pewien ciemnoczerwony pływ w szklanej karafce. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest to wino, jednak było to coś o wiele lepszego, a mianowicie krew. Podszedł do stołu i nalał tego życiodajnego płynu siedzącym.
Madelaine widząc uśmiech na twarzy ojca znieruchomiała, a jej wiśniowe wargi rozchyliły się lekko w widocznym zaskoczeniu, a nawet zdumieniu. Mimo to nadal wyglądała niezmiernie niewinnie i uroczo. T było coś niezwykłego zobaczyć po tylu latach uśmiech na twarzy ojca. Zawsze starała się do wywołać, ale nigdy jej się to nie udawało, choć jej wieczny entuzjazm udzielał się wszystkim do okoła. Spuściła na chwilę głowę starając się pozbierać wirujące myśli. Wzięła do ręki wypełniony kieliszek. Mężczyzna widząc lekkie zakłopotanie córki, uśmiechnął się nadzwyczaj łagodnie, jakby chciał z własnej, nieprzymuszonej woli dodać jej otuchy.  Zerknął na Alice stukają swoim kieliszkiem o jej, a następnie o córki.
- Wypijmy za wspaniały wieczór, jak i za naszego gościa.
- Nie tylko za gościa, ale i wspaniałego gospodarza. - Odezwała się Volturi posyłając przy tym uroczy uśmiech.
Madelaine musiała przyznać, że bardzo polubiła znajomą ojca, choć znała ją tylko parę godzin. Uśmiechnęła się do niej. - W takim razie za wspaniały wieczór i za Ciebie Alice. - Krzyknęła wesoło, przystawiając lampkę do ust i upijając łyk krwi.
Mężczyzna słysząc słowa córki, uniósł nieznacznie brew ku górze, przyglądając się jej uważnie. Musiał przyznać, że dawno tego nie robił, gdyż Madelaine z każdą chwilą stawała się coraz bardziej podobna do Verony. Sposób w jaki mówiła, jej gesty i gracja odraz ta duma i klasa były odziedziczone, a może raczej nabyte od jego zmarłej żony. Uśmiechnął się do niej delikatnie i napomniał córkę, gdyż jej wieczny entuzjazm  nie opuszczał jej osoby. Alice bardzo dobrze czuła się w ich towarzystwie, wieczór mijał im bardzo szybko, jak i przyjemnie w czasie kolacji i rozmowy, podczas której Alice mogła lepiej poznać władcę i jego córkę.
Po zjedzonej kolacji Madelaine odłożyła swój widelec, przenosząc swe spojrzenie na ojca, posyłając mu przy tym promienny uśmiech. Ujęła w dłoń czerwoną serwetkę i wytarła w nią staranie swe wiśniowe wargi, chcąc ukryć lekkie zakłopotanie, przed tym co chciała teraz powiedzieć.
-Jadę na wschód do Caiusa wraz z jego synem. - Wyjaśniła wszystko po części, mając nadzieję, że ojciec nie będzie się za bardzo stawiał. Zerknęła kątem oka również i na Alice, będąc ciekawa, jak kobieta przyjmie jej słowa. W końcu chodziło o Caiusa, jednego z Volturi, a Alice właśnie do tej rodziny należała.
Ero słysząc te słowa uniósł brew do góry skupiając swe spojrzenie na jej drobnej osóbce bardziej niż zwykle. - Zaprosił Cię? - Zapytał lekko zaskoczony, gdyż musiała być to świeża sprawa, albo córka starała się o tym nie Myślec, gdyż inaczej już wcześniej by o tym wiedział. - Jak długo Cię nie będzie?  - Dodał szybko, zerkając zaraz na Alice, która w tym momencie była oazą spokoju, ale i dobrze skrywanym zaskoczeniem, radowała jego martwe serce.
Dziewczynę zdziwiło to z jakim spokojem ojciec przyjął wieść na temat jej wyjazdu. - Owszem, dostałam zaproszenie. Nie będzie mnie pięć dni... no może tydzień. W drodze powrotnej do Londynu, będę chciała odwiedzić jeszcze Emilie.  - Wyszeptała spokojnie, dopijając zawartość kieliszka do końca.
- Nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie przez ten tydzień, ale nie mam wyboru. - Westchnął bezgłośnie. - Już postanowiłaś, a ja nie mam zamiaru Cię zatrzymywać.
Delikatny uśmiech błądził po alabastrowej twarzy Alice. Zwróciła się do Ero. - Dom bez kobiety rzeczywiście trudno się prowadzi, nawet jeśli nie miałoby jej być zaledwie kilka dni.
Słowa ojca postawiły Madelaine pod ścianą, gdyż jeszcze nigdy nie prosił ją w taki sposób by została. Spuściła swe ciepłe spojrzenie na podłogę, wzdychając cicho.
- Obiecuję, że jak  najszybciej się da. - Popatrzyła na Ero. - A pod moją nieobecność potowarzyszy Ci Alice. - Przeniosła na nią swe wesołe spojrzenie. - Oczywiście jeśli miałabyś czas i ochotę. - Anielica widząc, jak Alice patrzy na jej ojca uśmiechnęła się promienie, ledwo starając się usiedzieć na miejscu.
Wampir przyglądał się uważnie córce słuchając w skupieniu jej słów, które pomału do niego dochodziły i zastanawiał się co też może ona knuć. Zerknął na Alice aby sprawdzić jej reakcję na wypowiedziane przed chwilą słowa. Ona zdziwiła się całkowicie, nawet nie starała się tego ukrywać. Nie spodziewała sie takiego obrotu spraw. Przekręciła lekko głowę w bok przyglądają się Anielicy. Czuła na sobie spojrzenie Ero, który oczekiwał jej odpowiedzi. Głos ugrzązł jej w gardle, nie wiedziała co na odpowiedzieć. Przez chwilę milczała, ale widząc, że ta cisza trwa już zbyt długo, w końcu odważyła się coś powiedzieć.
- Jeśli Twój ojciec będzie tego chciał. - Powiedziała cicho, kątem oka spoglądając na Ero.
- Z największą przyjemnością Moja Droga. - Odpowiedział jej zaraz.
Madelaine widząc, że jej plan doszedł do skutku uśmiechnęła się uroczo, po czym pojawiła się przy ojcu całując delikatnie jego policzek na pożegnanie. Popatrzyła z uśmiechem na ich dwójkę po czym wyszła zostawiając ich samych. Ero od razu utkwił swe szkarłatne spojrzenie w postaci wampirzycy.
- Przepraszam Cię za Madelaine. Ona ma milion pomysłów na sekundę. Mam nadzieję, że nie robisz tego pod przymusem. - Ujął jej dłoń gładząc ją przy tym bardzo delikatnie i nie spuszczał wzroku z jej hipnotyzujących tęczówek.
- Zdążyłam już zauważyć jak wesoły ma ona charakter, jednakże nie musisz mnie przepraszać za jej zachowanie. To zrozumiałe, że nie chciała byś podczas jej nieobecności był na dworze całkowicie sam.
Powiedziała już nieco pewniej. Kiedy ujął jej dłoń, Alice popatrzyła najpierw na ich dłonie, uśmiechając się w duchu. Po chwili znów na niego spojrzała. - Robię to z czystą przyjemnością.
- Bardzo mnie to cieszy. - Musnął wargami jej delikatną dłoń.
Alice zauważyła, że mężczyzna teraz coraz częściej się uśmiecha, a uśmiech pozostaje na jego wargach znacznie dłużej i jest bardziej widoczny, niż wcześniej. Na myśl pchało jej się jedno pytanie, czy ma coś wspólnego ze zmianą zachowania Ero. Zapominała się jeszcze czasem, dlatego wampir z pewnością znów znał wszystkie myśli krążące jej po głowie. Przygryzła delikatnie swoją dolną wargę, spuszczając wzrok. Kiedy poczuła jego chłodne wargi na swojej skórze kąciki jej ust uniosły się mimowolnie do góry.
-  I ja cieszę się, że mogę spędzić ten czas w tak miłym towarzystwie.
Wampir był dobrze wychowany i starał się nie czytać bez przerwy w myślach kobiety, gdyż dobre maniery po prostu tego wymagały, lecz kiedy wampirzyca o czymś intensywnie myślała, jego umysł sam je wyłapywał. Uśmiechnął się lekko, gładząc cały czas subtelną dłoń Alice, wodząc swym szkarłatnym spojrzeniem po jej alabastrowej twarzyczce.
- Podczas swego pobytu ma mym dworze zakwaterujesz się w komnacie dla gości. Jest bardzo elegancka i gustowna, gdyż ma córka często przyjmowała w nich  swych gości. Co Ty na to moja droga? - Zapytał szeptem.
- Dziękuję bardzo. - Wzniosła wzrok i popatrzyła na niego. - Doprawdy nie spodziewałam się tak miłego przyjęcia na Twoim dworze. Madelaine mówiła mi, że nie wiele osób tak traktujesz, praktycznie nikogo... czuję się mile wyróżniona. - Wampirzycy chodziło o ciepło jakim otaczał ją Ero. Z pewnością nie zachowywał się tak w stosunku do każdego swego gościa. - Dostosuję się do wszystkiego, a skoro mówisz, że w urządzaniu komnaty przykładała rękę Twoja córka, to musi być ona urządzona ze smakiem.
Słysząc słowa wampirzycy zaśmiał się cicho pod nosem, spuszczając na chwilę swój wzrok by móc pozbierać wszystkie myśli krążące w jego głowie. Posłał wampirzycy lekki uśmiech, w którym było widać nutkę łobuzerstwa.
- Owszem moja droga, możesz czuć się wyróżniona. Jesteś wyjątkową, bardzo bliską mi osobą. - Powiedział przez zaciśnięte gardło, gdyż od śmierci żony nie mówił nikomu tych słów, lecz nie chciał ukrywać przed Alice tego co czuł.
Dopiero po chwili dotarło do niej wyznanie Ero. Rozchyliła lekko usta, a jej dolna warga zadrżała. Siedziała niczym posąg wpatrując się w jego oblicze. Nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć, dlatego też uznała, że milczenie będzie tutaj najlepszym wyjściem. Mężczyzna widział, jak jego słowa działają na jej osobę, co wzbudziło w nim lekkie rozbawienie, ale wielki zachwyt.
- Nie musisz nic mówić. Chcę tylko byś wiedziała, że z każdą chwilą nie mogę oderwać od Ciebie wzroku. - Słowa Ero miały teraz  podwójne dno, więc miał tylko nadzieję, że towarzyszka domyśli się co miał na myśli.
Nie musiała nic mówić?  Ona nawet nie wiedziała co powinna powiedzieć. To działo się tak szybko, za szybko... Alice miała mętlik w głowie, wszystkie myśli nie mogły się poukładać. Jednakże co czuła? Czy również podzielała uczucia Ero? Zastanowiła się w duchu i coraz bardziej dochodziła do wniosku, że... TAK. Rozumiała bardzo dobrze wypowiedziane przez niego słowa, nie chodziło tutaj jedynie o jej urodę, ale i o coś więcej. - I dla mnie z każdą kolejną chwilą stajesz się coraz bliższą osobą... - Szepnęła wpatrując się głęboko w jego oczy.

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 2: Uśmiech

Euro się rozpoczęło hahahahah xD Oczywiście było wielkie rodzinne oglądanie otwarcia jak i meczu Polska-Grecja. Wynik nie przypadł nam specjalnie do gustu, no ale punkt już mamy ;D No i też pochwalę się, że podczas otwarcia występowała moja ciotka, która jest jednak ode mnie o dwa lata młodsza (Pozdrawiam xD) A tak poza tym jestem bardzo ciekawa Kuba jak tam z Twoim zakładem, w końcu był remis xD
Dla zobaczenia, co czeka naszych 12 czerwca oglądałam zmagania Rosji i Czech. Wiadomo za kim byli Nicki i Wiki xD Tym razem kochanie wiedz, że mówię o Tobie xD A propos Rosyjskiego sama zaczęłam się go uczyć (pod czyimś wpływem i sądzę, że ten Pan wie, że to o nim mówię ;D). Teraz już te Wasze literki mi nie straszne, i zamiast Google Translate będę używała własnej głowy ;D
Tak na zakończenie... Mój drugi, również jakże ważny rozdział dedykuję osobie, która mieszka całkiem niedaleko mnie, bo tylko po drugiej stronie miasta. Dorian (wybacz kochanie, ale bardziej pasuje mi do Ciebie to imię, niż Twoje realne xD) tak jak obiecałam to dla Ciebie ;*

******


Wampirzyca jeszcze nigdy nie rozprawiała na temat uśmiechu, z którymkolwiek z trzech władców Volterry. Był to dla niej temat nie odpowiedni do pogaduszek z tego typu osobami, dlatego tym bardziej zdziwiła się, kiedy rozmawiała o tym z Ero, mężczyzną, który pod swoim panowaniem miał Londyn, jak i całą Anglię. Wielki władca, despota, który od samego początku jej pobytu tutaj ani na chwilę, nie uniósł kącików swych warg, chociaż w lekkim grymasie, który miał przypominać uśmiech, właśnie o nim mówił. Mężczyzna z zachowania przypominał jej bardzo Caiusa. Wampira, którego reszta ich społeczności zawsze uznawała, za najokrutniejszego z całej trójki braci. 
- Na każdym dworze znajdzie się osoba, która potrafi rozświetlić szare mury domu. U nas w Volterze jest podobnie. Mimo mroku jaki tam panuje, za sposobnością, niektórych mieszkańców mury zamku są stosunkowo radosne.
Odpowiedziała na jego słowa z tą nutką melodyjności w głosie. Dźwięk wydawany z ust nieśmiertelnego od zawsze różnił się swoją barwą, od zwykłego, nawet pięknego głosu ludzkiego. Alice stała cały czas w tym samym miejscu, od kiedy mężczyzna przekroczył tylko próg swego gabinetu. Wyglądała pięknie, jak zwykle z resztą. Jej urodę można porównać, do greckich posągów, przedstawiających Afrodytę, boginię miłości i piękna. Elementem całkowicie nie pasujących do jej wręcz idealnej twarzy, przypominającym swym odcieniem płatki śniegu, były jej oczy. Ich magnetyzm przyciągał, jednak barwa... ona odstraszała wywołując instynkt samozachowawczy. Ten szkarłat wręcz przerażał, jednak w tym spojrzeniu było coś, co nie pozwalało na odwrócenie wzroku. Tylko jej twarz nieco złagodniała, nie pozostawała już tak wyniosła i dumna, a alabastrową twarzyczkę przyozdobił lekki uśmiech. Ręką poprawiła zbłąkany kosmyk włosów.
Mężczyzna zaśmiał się sadystycznie w duszy, słysząc myśli kobiety, dotyczące jego podobieństwa do Caiusa. Zgadzał się jednakże z nimi, gdyż wiele osób tak myślało, a nawet i dzieliło swoimi spostrzeżeniami, już po samym sposobie jakim się przedstawiał. Uniósł zadziornie brew do góry, nie spuszczając swych mrocznych, krwistych tęczówek z delikatnej twarzy wampirzycy. 
- Owszem, jesteśmy z Caiusem do siebie bardzo podobni. - Stwierdził oschłym tonem głosu.
Podszedł ludzkim, spokojnym tempem do barku, ujmując w dłoń butelkę wypełnioną najlepszą whisky. Zerknął kątem oka na Alice, a jego kamienne wargi drgnęły lekko ku górze, lecz zaraz wróciły na swoje miejsce.
- Rozgość się moja droga. - Wyszeptał ochrypłym tonem głosu. - Napijesz się czegoś? - Zapytał, gdyż mimo, że nie potrafił okazywać żadnych uczuć i trosk, to gospodarzem był doprawdy dobrym. 
Kobieta widziała przed chwilą w swej wizji, jak wampir prosi ją by się rozgościła w jego gabinecie, dlatego gdy usłyszała te słowa na głos, nie zdziwiła się już tak bardzo, przynajmniej wiedziała czego ma się za chwilę spodziewać, dlatego na jej twarzy nie pojawiła się żadna zmiana jej wyrazu. Sama również domyśliła się jaki dar posiada owy mężczyzna.
- Wielcy władcy zazwyczaj są dość markotni i świata nie widzą poza swoją pracą. 
Usiadła spokojnie na skórzanej sofie, która stała w gabinecie. Swym wzrokiem podążyła za Ero i dostrzegła minimalny ruch jego warg.
- Owszem, na lampkę dobrego, czerwonego wina skuszę się. - Odpowiedziała już nieco pogodniej, schodząc z oficjalnej mowy, jaką zwykła przemawiać w czasie jej obowiązków. Jednak nadal zachowywała klasę i powagę. Mimo że była dość młodą wampirzycą, ponieważ liczyła sobie niespełna 200 lat zachowywała się z klasą ale i wdziękiem zarazem, której pozazdrościłaby jej nie jedna, starsza nieśmiertelna.
Na komentarz kobiety zaśmiał się, a może raczej zakpił z jej słów w duchu, unosząc przy tym nieznacznie brew ku górze. Ero bardzo dobrze wiedział, że panienka Alice ma rację, że taka była po prostu prawda i nie dało się jej zmienić lecz puścił tę uwagę mimo uszu. 
- Może i ma Panienka rację. - Stwierdził lekko ochrypłym tonem głosu. Wziął do ręki szklaną lampkę i nalał do niej 3/4 najlepszego wina jakie miał, oczywiście z własnej winnicy, którą posiadał poza Londynem i Anglią. Pojawił się za wampirzycą podając jej trunek przez ramię, niczym zawodowy kelner.
- Proszę.- Wyszeptał tuż przy jej uchu, nadzwyczaj spokojnym tonem głosu.
Kąciki ust wampira drgnęły lekko, lecz zaraz mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i nikły uśmiech zmienił się w maskę bez uczuć. Ero cały czas bacznie obserwował Alice. Jej każdy ruch, gest... Bardzo podobała mu się postawa kobiety, była wampirzycą pełną klasy i gracji, lecz on nie potrafił prawic komplementów, więc miał tylko cichą nadzieję, że kobieta wyczyta to jakoś z jego myśli. Ona odchyliła lekko głowę do tyłu, by móc spojrzeć na gospodarza, kiedy ten podawał jej kieliszek z winem
- Dziękuję. - Odezwała się cicho, lecz wiedziała, że wampir usłyszy jej słowa. Skinęła lekko głową na znak podziękowania.

***

Ktoś zapukał cichutko w wielkie dębowe drzwi, otwierając je na oścież i nie czekając na pozwolenie wszedł do środka, zatrzymując się w samym środku pokoju. Była to młoda dziewczyna, również wampirzyca. Zaraz za nią do pomieszczenia weszła jej zaufana służka trzymająca w dłoniach kilka kopert. Madelaine, bo tak miała na imię dziewczyna, przeniosła swe wesołe, pełne entuzjazmu oczy na ojca, a następnie na jego znajomą siedzącą na sobie. Była ona całkiem inna niż mężczyzna, gdyż nie była pozbawiona duszy i uczuć. Alice już po kilku chwilach zauważyła iż jest całkowicie inna od ojca, domyśliła się kim jest, w końcu Ero mówił, że jego córka rozświetla mury dworu, a uroczy uśmiech z twarzy dziewczyny, która przed chwilą weszła nie schodził. Alice z gracją wstała z fotela, stając obok mężczyzny i odstawiając kieliszek z winem na drewniany stolik, przenosząc swe nieco melancholijne spojrzenie na wampirzycę.
- Przepraszam, że przeszkadzam w rozmowie. - Wyszeptała Madel melodyjnym, a zarazem aksamitnym tonem głosu, przytakując przy tym lekko głową. - Ale to pilna sprawa. - Na te słowa Bonie, służka Madelaine podała ojcu kopertę.
Ero wiedział, że zapewne dziewczyna musiała poczuć się nieco niezręcznie zastając w gabinecie Alice.
- Zanim przejdziemy do spraw politycznych... - Zaczął lekko oschłym tonem głosu. - Madelaine to jest moja znajoma Alice Volturi. Alice poznaj mą córkę Madelaine.- Dodał przedstawiając sobie obie wampirzyce.
Dziewczyna słysząc słowa ojca  uniosła nieznacznie brew ku górze, co w przypadku jej drobje osóbki wyglądało niezmiernie niewinnie. Można było nawet rzec, że wyglądała ona niczym mała dziewczynka, patrząca na świat z nadzieją w oczach. Córka władcy przeniosła swe morsko-topezowe oczy na Alice posyłając jej przy tym uroczy, pełen ciepła uśmiech.
- Niezmiernie miło jest mi Cię poznać Alice. Nasz dom dla Ciebie i Twej rodziny stoi zawsze otworem. - Zerknęła zaraz na ojca, uprzedzając go. - Głównie deklaracje i list od rodziny z północy.
- Mnie również jest miło. - Odezwała się starsza wampirzyca. - Oraz dziękuję w imieniu swej rodziny. Jestem pewna, że mogę powiedzieć to samo o naszym zamku. Od lat obie nasze rodziny są w przyjaźni.
Mężczyzna wodził swym mrocznym, pełnym bólu spojrzeniem po uśmiechniętych twarzach obu pań, unosząc przy tym brew ku górze. Był pod wielkim wrażeniem, zachowania córki, która swą klasą i elegancją przypominała mu zmarłą żonę. Westchnął bezgłośnie przenosząc swój wzrok na Alice.
- Obiecuję Ci Anielico, że gdy tylko znajdę chwilę zajmę się pracą. - Zwrócił się do córki. - Możesz odejsc, porozmawiamy później. - Mówiąc te słowa odłożył owe koperty na blat biurka.
Dziewczyna słysząc słowa ojca uśmiechnęła się łagodnie, zaczesując przy tym zbłąkany kosmyk włosów za ucho, a jej pełne entuzjazmu spojrzenie zalśniło.
- Dobrze, zatem kiedy skończysz pozwól do mej komnaty.
Ukłoniła się ojcu z gracją, przenosząc wesołe spojrzenie na Alice, którą już darzyła wielkim zaufaniem nie wiedząc nawet dlaczego.
- Cieszę się, że mogłam Cię poznać. Mam również nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję porozmawiać.
- Ja również mam taką nadzieję.
Wyszła krokiem pełnym dumy i gracji, kierując się w stronę swej komnaty, a tuż za nią podążała jej zaufana służka. Znów ich dwójka została tylko w swojej obecności.



czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 1: Misja

Ostatnio przyszło mi na myśl, aby opisać wszystkie perypetie Alice i stworzyć blog, aby  przeczytać o jej losach mogła większa liczba osób xD Pierwszy, a zarazem i najważniejszy rozdział dedykuję wszystkim tym,którzy pomagają mi przy tworzeniu historii. Tak tak Kochani
 : ) Mówię tutaj o mojej kochanej, najukochańszej przyjaciółce Darii, którą mogłam dzięki temu poznać <3 Chwilę uwagi poświęcę i dla Wikiego, no bo mi się jeszcze chłopak obrazi xD Klaudia i Dominick wy również czujcie się wyróżnieni xD No ale najważniejszą osobę zostawiam sobie na koniec xD Chyba wiadomo o kim  mówię ;* Kuba, sprawiasz, że każda chwila spędzona z Tobą, jest chwilą, która na długo pozostaje w mej pamięci <3

******


Alice, drobna brunetka o długich, spadających kaskadami na jej kościste ramiona, ciemnych włosach i szalenie przyciągającym spojrzeniu. Siedziała akurat w swej komnacie przed lustrem i z niego melancholijnym spojrzeniem przyglądała się swemu blademu odbiciu. Ile to już minęło lat od czasu, kiedy stała się tym kimś, kim jest teraz? Uśmiechnęła się pod nosem na samą myśl o XIX wieku, którego schyłek bardzo dobrze pamiętała. Wspomnieniami wracała do tamtych czasów, patrząc jak bardzo zmienił się świat, który ją otacza. Jednak jej rozmyślania przerwała jej służąca, która poinformowała ją, że Caius oczekuje jej wizyty. Wampirzyca skinęła głową, po czym spojrzała w swe idealne oblicze po raz ostatni i udała się do gabinetu władcy.

***

Weszła bezszelestnie do gabinetu po wcześniejszym otrzymaniu na to pozwolenia. Stanęła na przeciwko starego, mahoniowego biurka, za którym siedział władca. To właśnie on przyjął ją do Volturi, rozpoczynając nowy rozdział w jej życiu. Zrobił to ze względu na jej przydatną umiejętność. A mianowicie chodziło o dar wampirzycy. Potrafiła przewidywać przyszłość, co było nie lada rzadkością w ich świecie.   
- Tak Panie? - Zapytała swym cichym, jednakże melodyjnym tonem głosu, utkwiwszy swe krwistoczerwone spojrzenie w jego osobie.
- Mam dla Ciebie zadanie. W ostatnim czasie jednemu z  sprzymierzonych nam rodów naprzykrza się niejaki Andre Figarole. Słuchy dochodzą, że szykuje rebelię. Dowiedz się jakie są jego plany i zdaj raport Panu Ero von Vivaldi. 
Powiedział do niej swoim oschłym, a zarazem lodowatym tonem głosu, podsuwając jej czarną teczkę z informacjami na temat wampira. Wampirzyca wysłuchała słów władcy w skupieniu zabierając teczkę. Skłoniła się na koniec Caiusowi raz jeszcze, po czym opuściła jego gabinet idąc do siebie, by móc przygotować się do wykonania zadania.

***

Po wcześniejszych tygodniach śledzenia Figarole i zbierania informacji Alice była już gotowa by zjawić się w Londynie i złożyć raport, tak jak wymagał tego od niej jej władca. Zjawiła się na Dworze rodziny Vivaldi. Weszła do środka i poprowadzona przez służbę do gabinetu gospodarza, miała tam na niego czekać. Przyjrzała się bardzo dokładnie wnętrzu dworu, który swym wystrojem przypominaj jej wcześniejsze, angielskie dworki szlacheckie. Kiedy została sama podeszła do okna splatając z tyłu swe dłonie i wyglądała przez nie na zewnątrz wpatrując się w smutną, szarą aurę wiecznie deszczowego Londynu, czekając. Po niedługiej chwili stare, podwójnie łamane drzwi otworzyły się i ich próg przekroczył krokiem pewnym i dumnym mężczyzna, na którego Alice czekała. Zaraz za nim do gabinetu weszło dwóch postawnych, wysokich wampirów, obranych w identycznie garnitury. Wampirzyca zaraz odwróciła się przodem do osób, które weszły. Zauważyła lekkie zdziwienie na twarzy mężczyzny, na widok młodej wampirzycy, jaką była.
- Signore.
Skłoniła się delikatnie, okazując tym samym szacunek mężczyźnie. Swe krwistoczerwone tęczówki utkwiła w jego postaci, całkowicie ignorując dwójkę mężczyzn stojących przy drzwiach.
- Witaj moja droga.
Przywitał się z nią mężczyzna z wręcz nienaturalnym spokojem w swym głosie, pojawiając się tuż przed nią, ujmując w dłoń jej subtelną dłoń. Już wcześniej za pomocą swego daru wyczytał z myśli wampirzycy jej imię. Musnął delikatnie wierzch jej chłodnej dłoni.
- Pan mój karze pozdrowić pańską osobę i przekazać, że zadanie zostało wykonane, a wróg pański już czeka w Volterze na wykonanie wyroku, jaki Ty Panie podyktujesz.
Znów skłoniła się delikatnie. Głos jej był delikatny i melodyjny, jednakże twarz jej poważna jak zawsze, kiedy wypełniała swe obowiązki. Mężczyzna z uwagą słuchał jej słów.
- Ja również pozdrawiam Twojego Pana. - Powiedział składając dłonie w geście podziękowania.
- A jeśli chodzi o wymierzenie kary to sam się pofatyguję do Volterry, by spotkać się ze zdrajcą sam na sam. - Dodał, a żaden mięsień na jego alabastrowej twarzy nawet nie drgnął. Podszedł do dębowego biurka i wziął z niego list dla Aro, po czym wręczył go kobiecie.
- Taka młoda wampirzyca, a stoi taka poważna. Uśmiechnij się moja droga, bo inaczej zmienisz się w takiego ponuraka, jak inne stare wampiry. - Dodał lekko ochrypłym tonem głosu.
Wampirzyca całkowicie nie spodziewała się wypowiedzianych przez mężczyznę słów. Na początku myślała, że się przesłyszała, jednakże po chwili doszło do niej, że jednak nie myliła się. Kąciki jej malinowych warg lekko drgnęły do góry.
- Nie wypada Signore uśmiechać się podczas pracy, gdy nie jest to wskazane, lecz dla Pana mogę uczynić ten wyjątek. - Powiedziała unosząc kąciki warg nieco wyżej.
Wampir słysząc jej słowa zaśmiał się, a może raczej zakpił pod nosem, lecz jak wampirzyca zdążyła to zauważyć, taka była natura mężczyzny. Jego prawa brew powędrowała do góry, a mroczne, sadystyczne spojrzenie zalśniło nieznacznie.
- W moim domu nie brakuje uśmiechu, ma córka jest osobą, która ma duszę, więc jej uśmiech rozświetla szarość i ponurość tego miejsca. Ale zawsze jest miło widzieć uśmiechniętą twarz.
Jego twarz nadal pozostawała jak maska bez uczuć,  lecz o dziwo piękna maska. Ero widząc uśmiech na jej twarzy przytaknął głową, gdyż sam nawet jeśli by chciał nie potrafiły, nawet w najmniejszym stopniu odwzajemnić uśmiechu Alice. On do niego po prostu nie pasował. Wampirzyca stała nieopodal niego nie spuszczając ani na moment swego spojrzenia. Mężczyzna mimo swego chłodu, przyciągał jej osobę do siebie w bardzo dziwny, nie zrozumiały dla niej jeszcze sposób.