Ten rozdział w dniu urodzin, dedykuję osobie bez której moje życie, nie byłoby takie jakie jest. Dziękuję Ci Kochana za wszystko <3 Dziękuję również za Stręgielek, w którym miał miejsce pierwszy krok naszej przyjaźni. I choć czasem jestem baaardzo męcząca (czyt. śpiewanie ''Parabole tańczą'' i inne xD) to wiem, że Ty i tak mnie kochasz : ) Ada <3
******
No i znów zostali sami... Alice jeszcze przez chwilę wpatrywała się w drewniane drzwi, które zamknęły się za wiecznie uśmiechniętą i pełną entuzjazmu osobą Madelaine. Wampirzyca wsłuchiwała się w rytmiczne stukanie obcasów młodszej nieśmiertelnej, która z każdym krokiem oddalała się od gabinetu swego ojca, rozmawiając ze swą wierną służką Bonie, na temat kobiety, którą spotkała podczas wizyty u Ero. Alice uśmiechnęła się w myślach, słysząc rozmowę kobiet, jednak po chwili przeniosła swe spojrzenie na mężczyznę, przyglądając mu się uważnie.
- I ja nie chciałabym przeszkadzać, wszak wykonałam już swoje zadanie...
Mężczyzna przerwał jej, kręcąc przecząco głową i nie spuszczając swego mrocznego spojrzenia z młodej twarzy wampirzycy. Właściwie mężczyzna od dłuższego już czasu przyglądał się Alice, można by rzec, że był zaintrygowany jej osobą, gdyż jak dotąd nie spotkał jeszcze drugiej, tak samo młodej, a zarazem pięknej i obytej w towarzystwie wampirzycy. Miała ona w sobie coś, co nie pozwalało odwrócić wzroku.
- Nie przeszkadzasz Moja Droga. - Stwierdził nadzwyczaj spokojnym głosem, unosząc przy tym nieznacznie brew do góry. - Praca nie zając, nie ucieknie. A córka zrozumie i także poczeka.
Mówiąc te słowa dopił whisky do końca i odłożył pustą szklaneczkę na barek.
- Skoro Signore tak mówi.
Skinęła lekko głową patrząc na gospodarza i uniosła minimalnie kąciki swych pełnych, malinowych warg do góry.
- Nie chciałabym jednak przeszkadzać, nie wypada nadużywać czyjejś gościnności.
Po tych słowach, wzięła z blatu stolika swój kieliszek z winem, który postawiła tam kilka minut temu. Mężczyzna słysząc słowa wampirzycy zaśmiał się cicho pod nosem, a może raczej zakpił z jej słów, unosząc przy tym nieznacznie brew do góry.
- Moja Droga... - Zaczął ze spokojem w głosie. - Jak już mówiła moja córka, nasz dwór stoi dla Ciebie i dla Twojej rodziny otworem.
- Są państwo doprawdy, aż nadto gościnni, jednakże cieszy mnie to. Wypełniam wiele zadań zleconych mi przez Trójcę i spotykam na swej drodze wielu nieśmiertelnych. Nawet jeśli prowadzimy z nimi udaną politykę, stronią od nas jak tylko mogą, jakby bali się każdego spotkania z przedstawicielem naszego klanu.
Powiedziała z lekkim rozbawieniem, ale również i kpiną w głosie. Rzeczą niepojętą było dla niej zachowanie niektórych, nawet tych wysoko postawionych bezdusznych. Upiła łyk trunku, a pojedynczą kroplę, jaka została na jej dolnej wardze zlizała koniuszkiem języka.
- Chyba z własnej winnicy prawda?
Mężczyzna w tym czasie podszedł do parapetu i oparł się o niego krzyżując ręce na klatce piersiowej. Musiał przyznać, że był bardzo mile zaskoczony, kiedy to wampirzyca doceniła jego wino własnego wyrobu.
- Owszem. - Stwierdził krótko. - Widzę, że Panienka ma nosa do takich spraw. - Dodał z lekkim rozbawieniem, nie spuszczając z niej swego wzroku.
Kiedy wampir potwierdził jej przypuszczenia na jej alabastrowej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek triumfu, gdyż jej doświadczenie nie zawiodło jej. Przyjrzała się bardzo uważnie ciemnemu płynowi w swoim kieliszku.
- Lata obcowania w słonecznej Italii...
Powiedziała cicho, a po chwili przeniosła swe szkarłatne spojrzenie z wina, na stojącego nieopodal okna wampira.
- Poza tym wino jest zaraz po krwi moim ulubionym trunkiem.
Kąciki jej warg drgnęły nieco. Wampirzyca usiadła z powrotem na sofie, a mężczyzna zajął miejsce obok niej. Jego mroczne spojrzenie błądziło po delikatnej, twarzy Alice.
- Ach tak, zapomniałem skąd Panienka przyjechała w te strony. - Dodał z lekkim rozbawieniem, lecz może i zakpił z własnego gapiostwa. - I jak Ci się podoba w deszczowym Londynie? - Zapytał zaciekawiony, opierając się wygodnie o zagłówek sofy.
- Londyn sam w sobie jest piękny, mimo że tak bardzo różni się od Volterry. Inna osoba zapewne czułaby się tutaj co najmniej dziwnie, jednakże ja przez kilkanaście lat mieszkałam w podobnym miejscu. Deszczowym i pochmurnym Forks w stanie Waszyngton w Stanach. Więc do takiej pogody również i przywykłam, przynajmniej nam, wampirom przy takiej aurze żyje się wygodniej, bez obawy promieni słonecznych. - Ponownie upiła wina.
Mężczyzna uważnie słuchał słów wampirzycy, analizując je dokładnie w głowie, nie chcąc przypadkiem pominąć żadnego, nawet najmniejszego szczegółu. Uniósł nieznacznie brew ku górze, uśmiechając się cwaniacko, wyginając przy tym jeden z kącików ust trochę mocniej. Ero podzielał jej zdanie. Sam przez pewien czas gościł u swych znajomych w słonecznej Californii, jednak mając małe problemy ze słońcem wrócił do swojego Londynu. Wyjechał ze względu na swą córkę, Madelaine, która z każdym rokiem coraz bardziej przypominała mu jego zmarłą żonę Veronę.
Alice była dość spostrzegawczą osobą, nauczyło ją tego życie wśród Volturi, dlatego też z uwagą przyglądała się swemu rozmówcy. Zauważyła, że czasem udaje jej się wywołać na pochmurniej i jak zwykle dumnej twarzy wampira chwilowy uśmiech, choć może raczej powinno się powiedzieć, że udaje jej się wywołać chwilowe poruszenie się jego warg, bo do uśmiechu było jeszcze daleko.
- Trochę już żyje na tym świecie i pewnych spraw doświadczyłam na własnej skórze.
Kiedy tyko mężczyzna usłyszał te słowa, wypowiedziane przez Alice zainteresował się bardziej. Wyglądała mu na bardzo młodą wampirzycę, lecz wolał się upewnić.
- Wiem Moja Droga, że teraz postąpię niekulturalnie, jak chłop pozbawiony jakichkolwiek manier, lecz czasami ciekawość bierze nade mną górę. Powiedz mi proszę, ile Ty masz lat i w jakim wieku przeszłaś przemianę?
- No tak... w końcu powiedziane jest, że kobiet o wiek się nie pyta. - Powiedziała z lekkim rozbawieniem, chichocząc cicho pod nosem. Usiadła nieco wygodniej na kanapie, przechylając lekko głowę na bok, tak że jej długie włosy opadły bezwładnie na jedną stronę.
- Mając 23 lata zostałam przemieniona w wampira, który przybył do mojego rodzinnego miasteczka. Szczegółów nie pamiętam, gdy ocknęłam się jedyne co czułam, to palący ból gardła i żądza krwi. - Westchnęła cicho na samo wspomnienie tamtej katorgi jaką była przemiana. - Fizycznie nie zmieniam się już wcale, jednakże tak naprawdę pomału dobijam do dwusetki.
Ero przymknął na chwilę powieki wsłuchując się w melodyjny, a zarazem aksamitny śmiech Alice, który tworzył niemalże najpiękniejszą melodię na świecie.
- Musiał być bardzo nieodpowiedzialny. Nie ma nic gorszego, niż pozostawienie nowonarodzonych na pastwę losu. Mam nadzieję, że się Tobą zaopiekował.
- Bardzo nieodpowiedzialny, do dziś nie wiem co się stało z mym stwórcą, nigdy potem nie widziałam go na oczy, nawet nie pamiętam jak wyglądał. Ale skoro postąpił tak bezmyślnie zostawiając mnie samą w nowym wcieleniu tak blisko ludzi to nie sądzę, by było to po raz pierwszy. A może moja przemiana była tylko pomyłką przy kolacji...? - Zapytała samą siebie, analizując swoje słowa. - Pewnie Volturi już dawno się nim zajęli. - Westchnęła bezgłośnie i wypiła ostatni łyk wina. - Zaopiekował się mną inny wampir, już trochę bardziej doświadczony, jednakże namawiał mnie do przejścia na tak zwany ''wegetarianizm''. Teraz już wiem, że spożywanie krwi zwierząt nie wypada, jednakże wtedy wierzyłam we wszystko co mówił mój opiekun i starałam się wypełniać jak najlepiej jego wolę. - Znów zachichotała cicho. Po latach widziała w swym zachowaniu sprzeciwianie się własnej naturze. Teraz pogodziła się z tym, kim jest i nie miała zamiaru nic zmieniać.
Ero zaśmiał się pod nosem przypominając sobie, jak i jego córka zaraz po przemianie starała się być wegetarianką. Wytrzymała w swym postanowieniu tylko trzy lata, a potem się poddała. Długo jeszcze rozmawiali, zgadzając się w wielu kwestiach, co wywoływało uśmiech, szczerzy uśmiech na twarzy mężczyzny. Był to widok bardzo rzadki, który od kilku lat praktycznie się nie pojawiał, a teraz ta oto wampirzyca, sprawiła, że mężczyzna znów z czystym sercem mógł sie uśmiechnąć. Ero był zdecydowanie mniej szorstki, niż na początku ich rozmowy, dlatego Alice zachodziła w głowę, czy to przypadkiem nie jest jej sprawką, lecz wszystko na to
wskazywało. Zaprosił ją by zjadła wraz z nim i jego córką kolację, na co ona oczywiście się zgodziła. Kiedy wszystko było już gotowe przyszła do nich Bonie powiadamiając ich o tym. Ero zaproponował Alice swe ramię i oboje udali się do jadalni, gdzie czekała już na nich Madelaine.
Mężczyzna uważnie słuchał słów wampirzycy, analizując je dokładnie w głowie, nie chcąc przypadkiem pominąć żadnego, nawet najmniejszego szczegółu. Uniósł nieznacznie brew ku górze, uśmiechając się cwaniacko, wyginając przy tym jeden z kącików ust trochę mocniej. Ero podzielał jej zdanie. Sam przez pewien czas gościł u swych znajomych w słonecznej Californii, jednak mając małe problemy ze słońcem wrócił do swojego Londynu. Wyjechał ze względu na swą córkę, Madelaine, która z każdym rokiem coraz bardziej przypominała mu jego zmarłą żonę Veronę.
Alice była dość spostrzegawczą osobą, nauczyło ją tego życie wśród Volturi, dlatego też z uwagą przyglądała się swemu rozmówcy. Zauważyła, że czasem udaje jej się wywołać na pochmurniej i jak zwykle dumnej twarzy wampira chwilowy uśmiech, choć może raczej powinno się powiedzieć, że udaje jej się wywołać chwilowe poruszenie się jego warg, bo do uśmiechu było jeszcze daleko.
- Trochę już żyje na tym świecie i pewnych spraw doświadczyłam na własnej skórze.
Kiedy tyko mężczyzna usłyszał te słowa, wypowiedziane przez Alice zainteresował się bardziej. Wyglądała mu na bardzo młodą wampirzycę, lecz wolał się upewnić.
- Wiem Moja Droga, że teraz postąpię niekulturalnie, jak chłop pozbawiony jakichkolwiek manier, lecz czasami ciekawość bierze nade mną górę. Powiedz mi proszę, ile Ty masz lat i w jakim wieku przeszłaś przemianę?
- No tak... w końcu powiedziane jest, że kobiet o wiek się nie pyta. - Powiedziała z lekkim rozbawieniem, chichocząc cicho pod nosem. Usiadła nieco wygodniej na kanapie, przechylając lekko głowę na bok, tak że jej długie włosy opadły bezwładnie na jedną stronę.
- Mając 23 lata zostałam przemieniona w wampira, który przybył do mojego rodzinnego miasteczka. Szczegółów nie pamiętam, gdy ocknęłam się jedyne co czułam, to palący ból gardła i żądza krwi. - Westchnęła cicho na samo wspomnienie tamtej katorgi jaką była przemiana. - Fizycznie nie zmieniam się już wcale, jednakże tak naprawdę pomału dobijam do dwusetki.
Ero przymknął na chwilę powieki wsłuchując się w melodyjny, a zarazem aksamitny śmiech Alice, który tworzył niemalże najpiękniejszą melodię na świecie.
- Musiał być bardzo nieodpowiedzialny. Nie ma nic gorszego, niż pozostawienie nowonarodzonych na pastwę losu. Mam nadzieję, że się Tobą zaopiekował.
- Bardzo nieodpowiedzialny, do dziś nie wiem co się stało z mym stwórcą, nigdy potem nie widziałam go na oczy, nawet nie pamiętam jak wyglądał. Ale skoro postąpił tak bezmyślnie zostawiając mnie samą w nowym wcieleniu tak blisko ludzi to nie sądzę, by było to po raz pierwszy. A może moja przemiana była tylko pomyłką przy kolacji...? - Zapytała samą siebie, analizując swoje słowa. - Pewnie Volturi już dawno się nim zajęli. - Westchnęła bezgłośnie i wypiła ostatni łyk wina. - Zaopiekował się mną inny wampir, już trochę bardziej doświadczony, jednakże namawiał mnie do przejścia na tak zwany ''wegetarianizm''. Teraz już wiem, że spożywanie krwi zwierząt nie wypada, jednakże wtedy wierzyłam we wszystko co mówił mój opiekun i starałam się wypełniać jak najlepiej jego wolę. - Znów zachichotała cicho. Po latach widziała w swym zachowaniu sprzeciwianie się własnej naturze. Teraz pogodziła się z tym, kim jest i nie miała zamiaru nic zmieniać.
Ero zaśmiał się pod nosem przypominając sobie, jak i jego córka zaraz po przemianie starała się być wegetarianką. Wytrzymała w swym postanowieniu tylko trzy lata, a potem się poddała. Długo jeszcze rozmawiali, zgadzając się w wielu kwestiach, co wywoływało uśmiech, szczerzy uśmiech na twarzy mężczyzny. Był to widok bardzo rzadki, który od kilku lat praktycznie się nie pojawiał, a teraz ta oto wampirzyca, sprawiła, że mężczyzna znów z czystym sercem mógł sie uśmiechnąć. Ero był zdecydowanie mniej szorstki, niż na początku ich rozmowy, dlatego Alice zachodziła w głowę, czy to przypadkiem nie jest jej sprawką, lecz wszystko na to
wskazywało. Zaprosił ją by zjadła wraz z nim i jego córką kolację, na co ona oczywiście się zgodziła. Kiedy wszystko było już gotowe przyszła do nich Bonie powiadamiając ich o tym. Ero zaproponował Alice swe ramię i oboje udali się do jadalni, gdzie czekała już na nich Madelaine.
***
Oboje przeszli dość długim korytarzem, na którego ścianach było pełno obrazów przedstawiających ród Vivaldi. Alice przyglądała się z uwagą kolejnym portretom, jednak w końcu utkwiła swe spojrzenie w Ero, uśmiechając się do niego delikatnie. On ujął dłoń wampirzycy i musnął wierzch jej dłoni, otulając ją delikatnie ramieniem, a gdy doszli do celu, dwójka służących otworzyła im potężne drzwi, kłaniając się przy tym nisko.
Madelaine uwielbiała pomagać kucharzom przy pracy. I tym razem cała kolacja została przygotowana pod jej nadzorem. Wyszła z kuchni podchodząc do ojca i jego znajomej. Skłoniła się lekko, gdyż wymagały tego maniery. - Kolację podano. - Uśmiechnęła się.
- Naprawdę wspaniale to przygotowałaś. - Powiedziała do niej, spoglądając kątem oka na bogato zastawiony stół.
- Dziękuję. - Wyszeptała swoim aksamitnym tonem głosu. - I mam nadzieję, że będzie tak samo wspaniale smakować, jak i wyglądać. Podeszła krokiem pełnym gracji do stołu i usiadła na odsuniętym krześle przez swego sługę, dziękując mu za to skinięciem głowy. Mężczyzna podprowadził Alice do krzesła, odsuwając je na tyle, aby mogła usiąść, a gdy to zrobiła sam zajął swoje miejsce. - Zdajemy się na Twój smak moja Anielico. - Mówiąc te słowa zerknął porozumiewawczo na Alice, posyłając jej przy tym lekki uśmiech.
Do jadalni wszedł jeden ze służących niosąc ze sobą pewien ciemnoczerwony pływ w szklanej karafce. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest to wino, jednak było to coś o wiele lepszego, a mianowicie krew. Podszedł do stołu i nalał tego życiodajnego płynu siedzącym.
Madelaine widząc uśmiech na twarzy ojca znieruchomiała, a jej wiśniowe wargi rozchyliły się lekko w widocznym zaskoczeniu, a nawet zdumieniu. Mimo to nadal wyglądała niezmiernie niewinnie i uroczo. T było coś niezwykłego zobaczyć po tylu latach uśmiech na twarzy ojca. Zawsze starała się do wywołać, ale nigdy jej się to nie udawało, choć jej wieczny entuzjazm udzielał się wszystkim do okoła. Spuściła na chwilę głowę starając się pozbierać wirujące myśli. Wzięła do ręki wypełniony kieliszek. Mężczyzna widząc lekkie zakłopotanie córki, uśmiechnął się nadzwyczaj łagodnie, jakby chciał z własnej, nieprzymuszonej woli dodać jej otuchy. Zerknął na Alice stukają swoim kieliszkiem o jej, a następnie o córki.
- Wypijmy za wspaniały wieczór, jak i za naszego gościa.
- Nie tylko za gościa, ale i wspaniałego gospodarza. - Odezwała się Volturi posyłając przy tym uroczy uśmiech.
Madelaine musiała przyznać, że bardzo polubiła znajomą ojca, choć znała ją tylko parę godzin. Uśmiechnęła się do niej. - W takim razie za wspaniały wieczór i za Ciebie Alice. - Krzyknęła wesoło, przystawiając lampkę do ust i upijając łyk krwi.
Mężczyzna słysząc słowa córki, uniósł nieznacznie brew ku górze, przyglądając się jej uważnie. Musiał przyznać, że dawno tego nie robił, gdyż Madelaine z każdą chwilą stawała się coraz bardziej podobna do Verony. Sposób w jaki mówiła, jej gesty i gracja odraz ta duma i klasa były odziedziczone, a może raczej nabyte od jego zmarłej żony. Uśmiechnął się do niej delikatnie i napomniał córkę, gdyż jej wieczny entuzjazm nie opuszczał jej osoby. Alice bardzo dobrze czuła się w ich towarzystwie, wieczór mijał im bardzo szybko, jak i przyjemnie w czasie kolacji i rozmowy, podczas której Alice mogła lepiej poznać władcę i jego córkę.
Po zjedzonej kolacji Madelaine odłożyła swój widelec, przenosząc swe spojrzenie na ojca, posyłając mu przy tym promienny uśmiech. Ujęła w dłoń czerwoną serwetkę i wytarła w nią staranie swe wiśniowe wargi, chcąc ukryć lekkie zakłopotanie, przed tym co chciała teraz powiedzieć.
-Jadę na wschód do Caiusa wraz z jego synem. - Wyjaśniła wszystko po części, mając nadzieję, że ojciec nie będzie się za bardzo stawiał. Zerknęła kątem oka również i na Alice, będąc ciekawa, jak kobieta przyjmie jej słowa. W końcu chodziło o Caiusa, jednego z Volturi, a Alice właśnie do tej rodziny należała.
Ero słysząc te słowa uniósł brew do góry skupiając swe spojrzenie na jej drobnej osóbce bardziej niż zwykle. - Zaprosił Cię? - Zapytał lekko zaskoczony, gdyż musiała być to świeża sprawa, albo córka starała się o tym nie Myślec, gdyż inaczej już wcześniej by o tym wiedział. - Jak długo Cię nie będzie? - Dodał szybko, zerkając zaraz na Alice, która w tym momencie była oazą spokoju, ale i dobrze skrywanym zaskoczeniem, radowała jego martwe serce.
Dziewczynę zdziwiło to z jakim spokojem ojciec przyjął wieść na temat jej wyjazdu. - Owszem, dostałam zaproszenie. Nie będzie mnie pięć dni... no może tydzień. W drodze powrotnej do Londynu, będę chciała odwiedzić jeszcze Emilie. - Wyszeptała spokojnie, dopijając zawartość kieliszka do końca.
- Nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie przez ten tydzień, ale nie mam wyboru. - Westchnął bezgłośnie. - Już postanowiłaś, a ja nie mam zamiaru Cię zatrzymywać.
Delikatny uśmiech błądził po alabastrowej twarzy Alice. Zwróciła się do Ero. - Dom bez kobiety rzeczywiście trudno się prowadzi, nawet jeśli nie miałoby jej być zaledwie kilka dni.
Słowa ojca postawiły Madelaine pod ścianą, gdyż jeszcze nigdy nie prosił ją w taki sposób by została. Spuściła swe ciepłe spojrzenie na podłogę, wzdychając cicho.
- Obiecuję, że jak najszybciej się da. - Popatrzyła na Ero. - A pod moją nieobecność potowarzyszy Ci Alice. - Przeniosła na nią swe wesołe spojrzenie. - Oczywiście jeśli miałabyś czas i ochotę. - Anielica widząc, jak Alice patrzy na jej ojca uśmiechnęła się promienie, ledwo starając się usiedzieć na miejscu.
Wampir przyglądał się uważnie córce słuchając w skupieniu jej słów, które pomału do niego dochodziły i zastanawiał się co też może ona knuć. Zerknął na Alice aby sprawdzić jej reakcję na wypowiedziane przed chwilą słowa. Ona zdziwiła się całkowicie, nawet nie starała się tego ukrywać. Nie spodziewała sie takiego obrotu spraw. Przekręciła lekko głowę w bok przyglądają się Anielicy. Czuła na sobie spojrzenie Ero, który oczekiwał jej odpowiedzi. Głos ugrzązł jej w gardle, nie wiedziała co na odpowiedzieć. Przez chwilę milczała, ale widząc, że ta cisza trwa już zbyt długo, w końcu odważyła się coś powiedzieć.
- Jeśli Twój ojciec będzie tego chciał. - Powiedziała cicho, kątem oka spoglądając na Ero.
- Z największą przyjemnością Moja Droga. - Odpowiedział jej zaraz.
Madelaine widząc, że jej plan doszedł do skutku uśmiechnęła się uroczo, po czym pojawiła się przy ojcu całując delikatnie jego policzek na pożegnanie. Popatrzyła z uśmiechem na ich dwójkę po czym wyszła zostawiając ich samych. Ero od razu utkwił swe szkarłatne spojrzenie w postaci wampirzycy.
- Przepraszam Cię za Madelaine. Ona ma milion pomysłów na sekundę. Mam nadzieję, że nie robisz tego pod przymusem. - Ujął jej dłoń gładząc ją przy tym bardzo delikatnie i nie spuszczał wzroku z jej hipnotyzujących tęczówek.
- Zdążyłam już zauważyć jak wesoły ma ona charakter, jednakże nie musisz mnie przepraszać za jej zachowanie. To zrozumiałe, że nie chciała byś podczas jej nieobecności był na dworze całkowicie sam.
Powiedziała już nieco pewniej. Kiedy ujął jej dłoń, Alice popatrzyła najpierw na ich dłonie, uśmiechając się w duchu. Po chwili znów na niego spojrzała. - Robię to z czystą przyjemnością.
- Bardzo mnie to cieszy. - Musnął wargami jej delikatną dłoń.
Alice zauważyła, że mężczyzna teraz coraz częściej się uśmiecha, a uśmiech pozostaje na jego wargach znacznie dłużej i jest bardziej widoczny, niż wcześniej. Na myśl pchało jej się jedno pytanie, czy ma coś wspólnego ze zmianą zachowania Ero. Zapominała się jeszcze czasem, dlatego wampir z pewnością znów znał wszystkie myśli krążące jej po głowie. Przygryzła delikatnie swoją dolną wargę, spuszczając wzrok. Kiedy poczuła jego chłodne wargi na swojej skórze kąciki jej ust uniosły się mimowolnie do góry.
- I ja cieszę się, że mogę spędzić ten czas w tak miłym towarzystwie.
Wampir był dobrze wychowany i starał się nie czytać bez przerwy w myślach kobiety, gdyż dobre maniery po prostu tego wymagały, lecz kiedy wampirzyca o czymś intensywnie myślała, jego umysł sam je wyłapywał. Uśmiechnął się lekko, gładząc cały czas subtelną dłoń Alice, wodząc swym szkarłatnym spojrzeniem po jej alabastrowej twarzyczce.
- Podczas swego pobytu ma mym dworze zakwaterujesz się w komnacie dla gości. Jest bardzo elegancka i gustowna, gdyż ma córka często przyjmowała w nich swych gości. Co Ty na to moja droga? - Zapytał szeptem.
- Dziękuję bardzo. - Wzniosła wzrok i popatrzyła na niego. - Doprawdy nie spodziewałam się tak miłego przyjęcia na Twoim dworze. Madelaine mówiła mi, że nie wiele osób tak traktujesz, praktycznie nikogo... czuję się mile wyróżniona. - Wampirzycy chodziło o ciepło jakim otaczał ją Ero. Z pewnością nie zachowywał się tak w stosunku do każdego swego gościa. - Dostosuję się do wszystkiego, a skoro mówisz, że w urządzaniu komnaty przykładała rękę Twoja córka, to musi być ona urządzona ze smakiem.
Słysząc słowa wampirzycy zaśmiał się cicho pod nosem, spuszczając na chwilę swój wzrok by móc pozbierać wszystkie myśli krążące w jego głowie. Posłał wampirzycy lekki uśmiech, w którym było widać nutkę łobuzerstwa.
- Owszem moja droga, możesz czuć się wyróżniona. Jesteś wyjątkową, bardzo bliską mi osobą. - Powiedział przez zaciśnięte gardło, gdyż od śmierci żony nie mówił nikomu tych słów, lecz nie chciał ukrywać przed Alice tego co czuł.
Dopiero po chwili dotarło do niej wyznanie Ero. Rozchyliła lekko usta, a jej dolna warga zadrżała. Siedziała niczym posąg wpatrując się w jego oblicze. Nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć, dlatego też uznała, że milczenie będzie tutaj najlepszym wyjściem. Mężczyzna widział, jak jego słowa działają na jej osobę, co wzbudziło w nim lekkie rozbawienie, ale wielki zachwyt.
- Nie musisz nic mówić. Chcę tylko byś wiedziała, że z każdą chwilą nie mogę oderwać od Ciebie wzroku. - Słowa Ero miały teraz podwójne dno, więc miał tylko nadzieję, że towarzyszka domyśli się co miał na myśli.
Nie musiała nic mówić? Ona nawet nie wiedziała co powinna powiedzieć. To działo się tak szybko, za szybko... Alice miała mętlik w głowie, wszystkie myśli nie mogły się poukładać. Jednakże co czuła? Czy również podzielała uczucia Ero? Zastanowiła się w duchu i coraz bardziej dochodziła do wniosku, że... TAK. Rozumiała bardzo dobrze wypowiedziane przez niego słowa, nie chodziło tutaj jedynie o jej urodę, ale i o coś więcej. - I dla mnie z każdą kolejną chwilą stajesz się coraz bliższą osobą... - Szepnęła wpatrując się głęboko w jego oczy.
Mężczyzna słysząc słowa córki, uniósł nieznacznie brew ku górze, przyglądając się jej uważnie. Musiał przyznać, że dawno tego nie robił, gdyż Madelaine z każdą chwilą stawała się coraz bardziej podobna do Verony. Sposób w jaki mówiła, jej gesty i gracja odraz ta duma i klasa były odziedziczone, a może raczej nabyte od jego zmarłej żony. Uśmiechnął się do niej delikatnie i napomniał córkę, gdyż jej wieczny entuzjazm nie opuszczał jej osoby. Alice bardzo dobrze czuła się w ich towarzystwie, wieczór mijał im bardzo szybko, jak i przyjemnie w czasie kolacji i rozmowy, podczas której Alice mogła lepiej poznać władcę i jego córkę.
Po zjedzonej kolacji Madelaine odłożyła swój widelec, przenosząc swe spojrzenie na ojca, posyłając mu przy tym promienny uśmiech. Ujęła w dłoń czerwoną serwetkę i wytarła w nią staranie swe wiśniowe wargi, chcąc ukryć lekkie zakłopotanie, przed tym co chciała teraz powiedzieć.
-Jadę na wschód do Caiusa wraz z jego synem. - Wyjaśniła wszystko po części, mając nadzieję, że ojciec nie będzie się za bardzo stawiał. Zerknęła kątem oka również i na Alice, będąc ciekawa, jak kobieta przyjmie jej słowa. W końcu chodziło o Caiusa, jednego z Volturi, a Alice właśnie do tej rodziny należała.
Ero słysząc te słowa uniósł brew do góry skupiając swe spojrzenie na jej drobnej osóbce bardziej niż zwykle. - Zaprosił Cię? - Zapytał lekko zaskoczony, gdyż musiała być to świeża sprawa, albo córka starała się o tym nie Myślec, gdyż inaczej już wcześniej by o tym wiedział. - Jak długo Cię nie będzie? - Dodał szybko, zerkając zaraz na Alice, która w tym momencie była oazą spokoju, ale i dobrze skrywanym zaskoczeniem, radowała jego martwe serce.
Dziewczynę zdziwiło to z jakim spokojem ojciec przyjął wieść na temat jej wyjazdu. - Owszem, dostałam zaproszenie. Nie będzie mnie pięć dni... no może tydzień. W drodze powrotnej do Londynu, będę chciała odwiedzić jeszcze Emilie. - Wyszeptała spokojnie, dopijając zawartość kieliszka do końca.
- Nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie przez ten tydzień, ale nie mam wyboru. - Westchnął bezgłośnie. - Już postanowiłaś, a ja nie mam zamiaru Cię zatrzymywać.
Delikatny uśmiech błądził po alabastrowej twarzy Alice. Zwróciła się do Ero. - Dom bez kobiety rzeczywiście trudno się prowadzi, nawet jeśli nie miałoby jej być zaledwie kilka dni.
Słowa ojca postawiły Madelaine pod ścianą, gdyż jeszcze nigdy nie prosił ją w taki sposób by została. Spuściła swe ciepłe spojrzenie na podłogę, wzdychając cicho.
- Obiecuję, że jak najszybciej się da. - Popatrzyła na Ero. - A pod moją nieobecność potowarzyszy Ci Alice. - Przeniosła na nią swe wesołe spojrzenie. - Oczywiście jeśli miałabyś czas i ochotę. - Anielica widząc, jak Alice patrzy na jej ojca uśmiechnęła się promienie, ledwo starając się usiedzieć na miejscu.
Wampir przyglądał się uważnie córce słuchając w skupieniu jej słów, które pomału do niego dochodziły i zastanawiał się co też może ona knuć. Zerknął na Alice aby sprawdzić jej reakcję na wypowiedziane przed chwilą słowa. Ona zdziwiła się całkowicie, nawet nie starała się tego ukrywać. Nie spodziewała sie takiego obrotu spraw. Przekręciła lekko głowę w bok przyglądają się Anielicy. Czuła na sobie spojrzenie Ero, który oczekiwał jej odpowiedzi. Głos ugrzązł jej w gardle, nie wiedziała co na odpowiedzieć. Przez chwilę milczała, ale widząc, że ta cisza trwa już zbyt długo, w końcu odważyła się coś powiedzieć.
- Jeśli Twój ojciec będzie tego chciał. - Powiedziała cicho, kątem oka spoglądając na Ero.
- Z największą przyjemnością Moja Droga. - Odpowiedział jej zaraz.
Madelaine widząc, że jej plan doszedł do skutku uśmiechnęła się uroczo, po czym pojawiła się przy ojcu całując delikatnie jego policzek na pożegnanie. Popatrzyła z uśmiechem na ich dwójkę po czym wyszła zostawiając ich samych. Ero od razu utkwił swe szkarłatne spojrzenie w postaci wampirzycy.
- Przepraszam Cię za Madelaine. Ona ma milion pomysłów na sekundę. Mam nadzieję, że nie robisz tego pod przymusem. - Ujął jej dłoń gładząc ją przy tym bardzo delikatnie i nie spuszczał wzroku z jej hipnotyzujących tęczówek.
- Zdążyłam już zauważyć jak wesoły ma ona charakter, jednakże nie musisz mnie przepraszać za jej zachowanie. To zrozumiałe, że nie chciała byś podczas jej nieobecności był na dworze całkowicie sam.
Powiedziała już nieco pewniej. Kiedy ujął jej dłoń, Alice popatrzyła najpierw na ich dłonie, uśmiechając się w duchu. Po chwili znów na niego spojrzała. - Robię to z czystą przyjemnością.
- Bardzo mnie to cieszy. - Musnął wargami jej delikatną dłoń.
Alice zauważyła, że mężczyzna teraz coraz częściej się uśmiecha, a uśmiech pozostaje na jego wargach znacznie dłużej i jest bardziej widoczny, niż wcześniej. Na myśl pchało jej się jedno pytanie, czy ma coś wspólnego ze zmianą zachowania Ero. Zapominała się jeszcze czasem, dlatego wampir z pewnością znów znał wszystkie myśli krążące jej po głowie. Przygryzła delikatnie swoją dolną wargę, spuszczając wzrok. Kiedy poczuła jego chłodne wargi na swojej skórze kąciki jej ust uniosły się mimowolnie do góry.
- I ja cieszę się, że mogę spędzić ten czas w tak miłym towarzystwie.
Wampir był dobrze wychowany i starał się nie czytać bez przerwy w myślach kobiety, gdyż dobre maniery po prostu tego wymagały, lecz kiedy wampirzyca o czymś intensywnie myślała, jego umysł sam je wyłapywał. Uśmiechnął się lekko, gładząc cały czas subtelną dłoń Alice, wodząc swym szkarłatnym spojrzeniem po jej alabastrowej twarzyczce.
- Podczas swego pobytu ma mym dworze zakwaterujesz się w komnacie dla gości. Jest bardzo elegancka i gustowna, gdyż ma córka często przyjmowała w nich swych gości. Co Ty na to moja droga? - Zapytał szeptem.
- Dziękuję bardzo. - Wzniosła wzrok i popatrzyła na niego. - Doprawdy nie spodziewałam się tak miłego przyjęcia na Twoim dworze. Madelaine mówiła mi, że nie wiele osób tak traktujesz, praktycznie nikogo... czuję się mile wyróżniona. - Wampirzycy chodziło o ciepło jakim otaczał ją Ero. Z pewnością nie zachowywał się tak w stosunku do każdego swego gościa. - Dostosuję się do wszystkiego, a skoro mówisz, że w urządzaniu komnaty przykładała rękę Twoja córka, to musi być ona urządzona ze smakiem.
Słysząc słowa wampirzycy zaśmiał się cicho pod nosem, spuszczając na chwilę swój wzrok by móc pozbierać wszystkie myśli krążące w jego głowie. Posłał wampirzycy lekki uśmiech, w którym było widać nutkę łobuzerstwa.
- Owszem moja droga, możesz czuć się wyróżniona. Jesteś wyjątkową, bardzo bliską mi osobą. - Powiedział przez zaciśnięte gardło, gdyż od śmierci żony nie mówił nikomu tych słów, lecz nie chciał ukrywać przed Alice tego co czuł.
Dopiero po chwili dotarło do niej wyznanie Ero. Rozchyliła lekko usta, a jej dolna warga zadrżała. Siedziała niczym posąg wpatrując się w jego oblicze. Nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć, dlatego też uznała, że milczenie będzie tutaj najlepszym wyjściem. Mężczyzna widział, jak jego słowa działają na jej osobę, co wzbudziło w nim lekkie rozbawienie, ale wielki zachwyt.
- Nie musisz nic mówić. Chcę tylko byś wiedziała, że z każdą chwilą nie mogę oderwać od Ciebie wzroku. - Słowa Ero miały teraz podwójne dno, więc miał tylko nadzieję, że towarzyszka domyśli się co miał na myśli.
Nie musiała nic mówić? Ona nawet nie wiedziała co powinna powiedzieć. To działo się tak szybko, za szybko... Alice miała mętlik w głowie, wszystkie myśli nie mogły się poukładać. Jednakże co czuła? Czy również podzielała uczucia Ero? Zastanowiła się w duchu i coraz bardziej dochodziła do wniosku, że... TAK. Rozumiała bardzo dobrze wypowiedziane przez niego słowa, nie chodziło tutaj jedynie o jej urodę, ale i o coś więcej. - I dla mnie z każdą kolejną chwilą stajesz się coraz bliższą osobą... - Szepnęła wpatrując się głęboko w jego oczy.
Dziękuję Ci kochana za wszystko <3
OdpowiedzUsuńWiele to dla mnie znaczy,znaczyło i znaczyć będzie <3
Dziękuję <3 <3 :*
Na Zawsze !! <3
Jest, jakie długie <3 aż po prostu miło poczytać
OdpowiedzUsuńI w ogóle końcówka, większy wyciskacz łez od żegnającego się Harrego Pottera z Hagridem <3
Nie chcę nic mówić, ale czekam na więcej
No ładnie ładnie widzę się akcja rozkręca xD
OdpowiedzUsuńZa jakieś dwa rozdziały pewnie będzie pierścionek, a potem pojawiam się ja xa-xa-xa-xa xD